czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 10

Donnie

Leżałem w bagażniku. Wiedziałem co mnie może czekać, ale się tym nie przejmowałem - wiedziałem że robię to w słusznej sprawie. Narażenie kogoś z mojej "rodziny" byłoby wiele razy gorsze. Samochód stanął. Siedziałem tu jeszcze jakiś czas, następnie przyszedł brunet. Dobrze mi znany. Był to Sykes. Znam ich bardzo dobrze, już przechodziłem przez to raz, więc wiem jakie mają nazwiska. Ta sama historia. Kiedy otworzylł bagażnik założył worek na głowę i wprowadził do jakiegoś pomieszczenia. Tam rozwalił kajdanki i związał mnie.  Noe wiem czemu, ale poczucie tego, że narażam dupę dla reszty nie pozwala żeby na moją twarz wkradł się smutek. Do pomieszczenia wszedł Seev razem z Tomem.
-Jak ci się tu podoba? Nie wiele zmieniło się od twojego ostatniego pobytu tutaj. Wiesz że czeka cię najgorsze, prawda - powiedział
- Jakbym nie wiedział. Jakoś mnie to nie rusza. Powiedziałem ci już coś wcześniej. Wolę narazić swoją dupę niż któregoś z moich bliskich.
- Jakiś ty szlachetny. - zaśmiał się. -uderz go .
Oberwałem. Poczułem jak coś wibruje w mojej kieszeni i przypomniałem sobie o tym, ze mam przy sobie moje oba telefony. Wibrował blackberry,  który znajdował się w kieszeni spodni. IPhone był schowany gdzie indziej. Kaneswaran zabrał telefon.
- O Joey dzwoni. Zaklej mu usta. Jak odbiorę strzele w ścianę a ty go uderzysz bardzo mocno. Chce żeby on myślał że nie żyje.
- Dobrze - powiedział i zakleił mi usta. -Halo, część Joey... Jeszcze żyje.
Strzelił w ścianę a Parker mnie uderzył. Nie przewidział jednak że nie jekne. Uderzył poraz kolejny a ja nie jęczałem. Cały czas widać było  jak się uśmiecham.
-No tak. Już nie żyje. Dostał kulkę w łeb za wkurzanie mnie. Twoje dzieci będą następne - zaśmiał się
Chciałem zedrzeć taśmę z ust i krzyknąć ale wiedziałem że nie dam rady. Moje ręce były przywiązanie z tylu.

Joey

Pojechaliśmy do domu. Z wolałem zebranie w salonie. Powiedziałem im co zrobił Donnie. Pomyślałem żeby zadzwonic i dowiedzieć się czy zyje. Ewentualnie moglismy sie tego dowiedzieć od Kaneswaran'a gdyby on odebrał. Sam zostałem w salonie.
Próbowałem dodzwonić aż w końcu mu się udało
-Donnie!
-Halo, część Joey -usłyszałem w słuchawce Seev'a
- Chce porozmawiać z Donnie'm. Czy on żyje?!
-Jeszcze żyje - usłyszałem huk, czułem ukłucie w sercu. -  No tak. Już nie żyje. Dostał kulkę w łeb za wkurzanie mnie. Twoje dzieci będą następne - zaśmiał się
-Zabije cie, zabije twoich ludzi z takim samym okrucieństwem tak jak ty pozbyłeś się Wahlberg'a. Ty zostaniesz na końcu. Powiem tylko tyle. Będziesz cierpiał tak, że zaczniesz błagać o kulkę w łeb.
-Ale się boję... kończę . Może później ci jego ciało podrzucę - śmiał się. Rozłączyłem się. Cios w serce. Poszedłem przekazać wieści chłopakom. Zwołałem ich po raz kolejny w tym samym celu - musiałem im przekazać złe wieści na temat Wahlberg'a.
W salonie siedzieli już wszyscy. Miałem kolejna zła wieść, oni to czuli. Kira też tam była, Griffin tak samo.
-Po co nas tu zwołałeś znowu Joey? -zapytał Jordan
-Słuchajcie. No więc.... nie może mi to przejść przez gardło. - miałem w oczach łzy
- Ej. Co jest? - dopytywał Knight
- Właśnie stała się tragedia. Wahlberg... oni... go... zabili. 
- Co?! - krzyknęła Kira i wybiegła z salonu. Usłyszałem biegnięcie po schodach czyli pobiegła do pokoju
- Ale... jak? - spytał Danny
- No więc dzwoniłem do niego. Odebrał porywacz i powiedział że jeszcze żyje. Potem był huk i ... no i nie żył. 
-Uczcijmy go minutą ciszy - powiedzieli i wszyscy ściągnęliśmy czapki z głów. Każdy z nas miał łzy w oczach. 

Kira 

W uszach dźwięczały mi słowa ojca " Właśnie stała się tragedia. Wahlberg... oni... go... zabili. ". Jak byłam ubrana kolorowo tak od razu poszłam do garderoby bo czarne rzeczy. Teraz jestem w żałobie. Po mimo, że to nie była prawdziwa rodzina to jednak za taką go uważałam. Kochałam go jak prawdziwego wujka. I teraz nie żyje, jeszcze poświęcił się za moją prawdziwą rodzinę. Będzie dla mnie bohaterem na zawsze.
Poczułam wibrowanie w kieszeni, co oznaczało nową wiadomość

Nie stresujcie się. Nic się nie stało. 

To było wysłane z alarmowego numeru Wahlberg'a. Tylko ja go miałam. Nikt nawet nie wiedział o jego istnieniu. Uspokoiło mnie to, ale nie powiedziałam o tym reszcie - bo I tak by mi nie uwierzyli. Do moich drzwi ktoś zapukal. Był to Griffin. 
-Hej bracie. Jak się trzymasz?
-Jakoś muszę... A ty? -spytał
- Wiesz, ja też jakoś muszę.
Kiedy wyszedł ode mnie z pokoju poszedł do salonu, gdzie nadal siedzieli wszyscy. Tak mi się wydawało. Potem okazało się, że nie ma tu mojego ojca i Elyara. Mieli bardzo przygnębione miny... Myślałam nad namierzeniem miejsca pobytu Wahlberg'a, ale nie mam odpowiedniego programu. Zaraz... przecież ojciec mojej koleżanki pracuje w FBI. Pójdę do niej. Przecież oni na pewno mają programy do namierzania takich rzeczy. Napisałam do niej, czy mogłabym do niej przyjść, po otrzymaniu pozytywnej odpowiedzi poszłam do salonu
-Wychodzę ! - krzyknęłam
- Gdzie?!
- Do koleżanki - powiedziałam
- Może cię podwiozę? - spytał wujek Jordan
- Nie dziękuję. Muszę wrócić do kondycji więc pobiegnę - powiedziałam
- Mogę z tobą ? - spytał wujek Danny
- No okej, ale chyba idę się przebrać w lepsze ciuchy do biegania - poszłam do garderoby. Musiałam ułożyć sobie w myślach co można mu powiedzieć, co nie. Na pewno nie skąd mam ten numer. Do tego dochodzi okoliczność rozmowy z Wahlberg'iem na temat jego byłej. Nie wiem jak to się dzieje, że przez głupotę mogliśmy sobie uzbierać wrogów i w przeciągu zaledwie tygodnia stać się tyle rzeczy. Przecież dopiero wiodłam sobie spokojne życie córki i siostry. Niedawno leżałam nieprzytomna pod domem Knight'a. Teraz idę z Wood'em biegać. Muszę zadbać teraz o kondycję. W razie potrzeby niestety nie mam jej, ale jeżeli pogadam z wujkiem Danny'm to na pewno pomoże mi zyskać kondycję. Wystarczy trochę poświęcić czasu. Mężczyzna przyszedł do mnie.
- Gotowa? - spytał
- Tak, ale możemy najpierw porozmawiać? Jak coś to biegniemy to Fiony.
- Jasne. O co chodzi?
- Dziwię się, że nie padło pytanie dla czego tak nagle chcesz dbać o formę. Sprawa wygląda następująco. Chciałabym wujku,  żebyś pomógł mi w treningach. Chciałabym mieć dobrą formę, ale sama do tego nie dojdę... - powiedziałam
- Nie ma sprawy. - odpowiedział - zawsze możesz na mnie liczyć - uśmiechnął się
- Dziękuję.
-Spoko. Dobra to zaczynamy od dzisiaj, ale po wizycie u Fiony. Teraz truchcik do niej, okej?
- Jasne.
Pobiegliśmy truchtem do Fiony. Tam pożegnałam się z Wood'em i ustaliliśmy, że mam zadzwonić jak będę chciała wracać, a on po mnie przyjdzie. Jak to powiedział polecenie ojca. Weszłam do dziewczyny. Powiedziałam jej o co chodzi, ona nie zdziwiła się. Słyszała bowiem o mojej wizycie w szpitalu. Zaprowadziła mnie do ojca, a sama poszła do swojego pokoju. Mówiła mu wcześniej, że mam sprawę do niego. Uwzględniłam to w SMS'ie.
- Hej Kira, co cię do mnie sprowadza?
- Dzień dobry, panie Michael'u. Mam sprawę, chodzi o to, że porwano mojego "wujka" - zakreśliłam cudzysłów w powietrzu - Donnie'go Wahlberg'a. Oczywiście ufam panu i mam nadzieję, że ta rozmowa zostanie między nami.

-------------------------------------------------------------------------

Macie rozdział ☺
Chciałabym coś z wami ustalić. Teraz jeżeli nie będzie więcej niż 4 komentarze rozdział się nie pojawi. Mam pięciu obserwatorów + pojawiają się komentarze od anonimów. Na początku istnienia tego bloga pod postem było 7 komentarzy w ciągu jednego dnia. Teraz ciężko wam do 4 dobić w ciągu tygodnia. Mam nadzieję, że nie będzie dla was to wielkim trudem poświęcić 2 minut. Specjalnie usunęłam weryfikację, abyście mogli od razu dodać komentarz, wiem jak one denerwują.

Komentujesz = Motywujesz

No i dziękuję tym, którzy zawsze zostawiają komentarz ♥
2 rozdział na blogu, który współtworzę :D (link w zakładkach :))


4 komentarze:

  1. Masz talent! Rozdział wyszedł Ci świetny! Nie mogę doczekać się następnego. ♥

    http://doomedhurt.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Kira chce biegać? Serio? Na moje oko przyda jej się to, jak będą ją chcieli złapać xD Swoją drogą, to ja też powinnam zadbać o formę =)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam , że tak dawno nie dodawałam komentarza :( . Wybacz ! Mam dużo zamieszania ze swoim blogiem . Zaniedbałam go trochę ( chodzi mi o wiem-ze-potrafisz-kochac.blogspot.com ) . Nie przejmuj się brakiem komentarzy . Czasem tak jest , nawet u mnie . :) Rozdział jak zwykle świetny . Kira będzie biegać ^^ :D . Niech trenuje . Jak będa ją gonić , to zbyt szybko się im to nie uda . :) Życzę weny i do zobaczenia .
    Całusy ;* !

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest super i świetne :D

    OdpowiedzUsuń