czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 11

Kira
-Dzień dobry, panie Michael'u. Mam sprawę, chodzi o to, że porwano mojego "wujka" - zakreśliłam cudzysłów w powietrzu - Donnie'go Wahlberg'a. Oczywiście ufam panu i mam nadzieję, że ta rozmowa zostanie między nami. Mianowicie przyszłam do pana z prośbą o namierzenie miejsca, w którym się znajduje.
- Wiesz, że jego numer musi być aktywny. Zawsze jeszcze można skorzystać z namierzenia z którego wysłał SMS, jeżeli takowego masz.
- Mam SMS - powiedziałam
Poprosił o podanie numeru. Zrobiłam to, no i dostałam namiary. Dziękowałam mu przez kolejne parę minut. Wiedział ile to dla mnie znaczy - nie raz widział jak silną mam z nim więź. Jak zwykle chwilę pożartowaliśmy i poszłam do Fiony. Poplotkowałam z dziewczyną na wiele tematów. Mogłam ją uznać za przyjaciółkę, nigdy nikomu nie wydała moich sekretów. Pytała się, co potrzebowałam od jej ojca. Szczerze powiedziałam jej o porwaniu, wspomniałam o tym, że widziałam jak celował mu w skroń. Wspomniałam o ojcu z limem pod okiem. Dziewczyna widząc moje łzy przytuliła mnie. Powiedziała, że kiedy coś się będzie działo mam pisać. Później przyszedł na chwilę jej ojciec. Wspomniał o tym, że gdybym jeszcze kiedyś potrzebowała pomocy czy też któryś z rodziny McIntyre by jej potrzebował mam dzwonić, na numer który mi podał. Zapisałam go w telefonie. Zadzwoniłam do wujka Danny'ego. Parę minut później był już na miejscu. Postanowił zacząć nie od biegów, a od spaceru do domu. Tam jakieś ćwiczenia porobiliśmy. Czułam się wykończona, a do tego nie wzięłam dzisiaj leków. No i doszło jeszcze moje stresy. Wood zakończył trening i poszliśmy do domu. Podał mi szklankę wody, oraz tabletki.

Jakiś czas później*


Czułam że o czymś zapomnialam. Wydarzenia sprzed roku były dla mnie zagadką od czasu mojego pobytu w szpitalu. Teraz zaczynałam sobie coś przypominać. Przecież Wahlberg po zarwaniu z Abby zniknął na bity tydzień. Potem tłumaczył ojcu że nic się nie stało. Ta... nic się nie stało. Zaraz. Zaczynam sobie przypominać, on miał jakieś siniaki. Widzę teraz logikę tego wszystkiego. Czemu ja wcześniej o tym nie pomyslalam? Najważniejsze że mam z nim łączność, jego położnenie. Pozostało tylko dograć szczegóły odbicia go. Nie chcę platac w to ojca. Może... wiem! Porozmawiam z panem Michaelem. On mam nadzieję mi pomoże...

Nathan
Po udanej akcji przyszedłem do biura szefa. Znalazłem kartkę informującą o nagłym wyjeździe do Paryża. No tak... dziewczyna szefa słynie ze swoich zachcianek. Napisałem mu tylko sms, że juz niedługo zaczynamy akcję. Max obserwował teraz Joey'a, a Jay Nick'a. Poszedłem coś zjeść - praktycznie nic nie jadłem. Myślałem,  czy może by nie porwać Wahlberg'a. Przecież on największych szkód narobił, a mimo wszystko nie tknę młodego. Małe dzieci  On jest podobny do mojego siostrzeńca - Tommy'ego. Dostałem sms od Jay'a

Joey i Nick współpracują. I chyba mają szefa, ale nie możemy się wychylać.  Co robić?

Nie wiedziałem co im doradzić. Więc palnąłem

Weźcie nic nie róbcie. Max niech zostanie i podłoży szefowi coś do rozwiązania się. A ty tu wróć.

Nic nie miało sensu. Nie mogli przecież podrobić jego pisma. Obejrzałem nagrania z monitoringu, ale nic nie było. Od momentu naszego wyjazdu nic się nie nagrało. Czyli musieli mieć kogoś u nas. Po rozmawiałem z Parker'em. On też chciał wiedzieć kto go porwał. Dyskutowaliśmy przez dłuższy czas. Czekaliśmy na cynk od Max'a. Po jakimś czasie chłopak napisał.

Szef wydostał się, ale nie sam. Miał zakładnika. 

Rysopis pasował do Wahlberg'a.

Jakiś czas później

-Kurwa nic was nie obchodzilo, ze porwali mnie! Nie wierzę że podrobili moje pismo!
-Do jasnej cholery zobacz to szefie - pokazałem mu kartkę z informacją o jego wyjeździe.
-Ale... jak? Nie ważne. Przywlecz Donnie'go tutaj.
Czyli miałem rację. Szef uprowadził Wahlberg'a. Max i Jay nie wiedzą nic o starej sprawie, jeszcze nie było ich w gangu. Muszę ich wprowadzić w szczegóły. Wtedy była nas tylko 3 - ja, Parker no i Kaneswaran. Od czasu do czasu pomagał nam jeszcze AJ i Carter. Niestety teraz się od nas odwrócili , dlatego wiedzą o nas dużo. Za dużo... Ale nie możemy im nic zrobić - nie dość że znają wszystkie nasze zdolności to jeszcze są od nas po prostu lepsi. Szef nie był spokojny przez bity miesiąc. Wiedział, że mogliśmy zostać sprzątnięci. Ale oni popuścili. Zawołałem do salonu Max'a i Jay'a. Miałem uszykowanego laptopa z potrzebnymi zdjęciami. Musieli
- O co chodzi Nathan? - spytał Jay
- No więc. Pewnie nadal nie wiecie o co chodzi z Wahlberg'iem, skąd go znam, no i dlaczego rodzina McIntyre trafiła jako nasz cel. Sprawa jest prosta. Była dziewczyna szefa - Abby zdradzała go. Nie doszło pomiędzy nimi do niczego przez 2 miesiące. Szef miał wtedy ciężki okres. Tu historia sprowadza się do Carter'a i AJ'a, których na pewno widzieliście nie raz przy śledztwie Joey'a, z resztą Jay ty śledziłeś Nick'a.
- No tak. Ale co dalej? - pytał Max
- Prosta sprawa. Abby nie należała do typu grzecznych panienek. No więc poszukała sobie kochasia, którym okazał się być Wahlberg. Zaszła z nim w ciążę. Kiedy Kaneswaran się dowiedział było już po temacie. Jako iż tak jak wspominałem był to ciężki okres. Nerwy puściły i ona nie żyła. Donnie był przez parę dni przetrzymywany tutaj. Później śledzony. Miał obiecane, że jego bliscy na tym ucierpią. Śledząc go nie raz podsłuchiwaliśmy rozmowy. Nie raz pytali go o to, skąd ma tyle siniaków, czemu go nie było. Za każdym razem potrafił się wymigać od odpowiedzi. Do tego Joey zabrał obecnej dziewczynie Seev'a rolę, o której ta zawsze marzyła.
- Aha. Czyli mamy rozumieć, że to czysto prywatne porachunki? - pytanie to zadał Jay.
- Powiem tak. Zadarł z jednym z nas zadarł z każdym z nas.
- Dobra. Ale z każdym twoim zdaniem nasuwa mi się tysiąc kolejnych pytań. Więc masz zajęcie na przynajmniej 15 minut - powiedział Max. Zaczęła się długa dyskusja, na temat dlaczego tak a nie inaczej, dlaczego to, a po co i tak dalej... Zapowiadał się długi wieczór, a musiałem ja im na to odpowiedzieć - Tom był dzisiaj zajęty naszym nowym gościem.

-------------------------------------------------------------------------

Hej Wam! :)
Komentarze były jest i rozdział. Niestety nie wiem jak będzie w tym tygodniu wyglądało dodawanie. Tydzień ciężkiej pracy ;--; Mam nadzieję,  że się podoba, liczę na Waszą opinie :) 
4 komy lub więcej - rozdział

Rozdział 10

Donnie

Leżałem w bagażniku. Wiedziałem co mnie może czekać, ale się tym nie przejmowałem - wiedziałem że robię to w słusznej sprawie. Narażenie kogoś z mojej "rodziny" byłoby wiele razy gorsze. Samochód stanął. Siedziałem tu jeszcze jakiś czas, następnie przyszedł brunet. Dobrze mi znany. Był to Sykes. Znam ich bardzo dobrze, już przechodziłem przez to raz, więc wiem jakie mają nazwiska. Ta sama historia. Kiedy otworzylł bagażnik założył worek na głowę i wprowadził do jakiegoś pomieszczenia. Tam rozwalił kajdanki i związał mnie.  Noe wiem czemu, ale poczucie tego, że narażam dupę dla reszty nie pozwala żeby na moją twarz wkradł się smutek. Do pomieszczenia wszedł Seev razem z Tomem.
-Jak ci się tu podoba? Nie wiele zmieniło się od twojego ostatniego pobytu tutaj. Wiesz że czeka cię najgorsze, prawda - powiedział
- Jakbym nie wiedział. Jakoś mnie to nie rusza. Powiedziałem ci już coś wcześniej. Wolę narazić swoją dupę niż któregoś z moich bliskich.
- Jakiś ty szlachetny. - zaśmiał się. -uderz go .
Oberwałem. Poczułem jak coś wibruje w mojej kieszeni i przypomniałem sobie o tym, ze mam przy sobie moje oba telefony. Wibrował blackberry,  który znajdował się w kieszeni spodni. IPhone był schowany gdzie indziej. Kaneswaran zabrał telefon.
- O Joey dzwoni. Zaklej mu usta. Jak odbiorę strzele w ścianę a ty go uderzysz bardzo mocno. Chce żeby on myślał że nie żyje.
- Dobrze - powiedział i zakleił mi usta. -Halo, część Joey... Jeszcze żyje.
Strzelił w ścianę a Parker mnie uderzył. Nie przewidział jednak że nie jekne. Uderzył poraz kolejny a ja nie jęczałem. Cały czas widać było  jak się uśmiecham.
-No tak. Już nie żyje. Dostał kulkę w łeb za wkurzanie mnie. Twoje dzieci będą następne - zaśmiał się
Chciałem zedrzeć taśmę z ust i krzyknąć ale wiedziałem że nie dam rady. Moje ręce były przywiązanie z tylu.

Joey

Pojechaliśmy do domu. Z wolałem zebranie w salonie. Powiedziałem im co zrobił Donnie. Pomyślałem żeby zadzwonic i dowiedzieć się czy zyje. Ewentualnie moglismy sie tego dowiedzieć od Kaneswaran'a gdyby on odebrał. Sam zostałem w salonie.
Próbowałem dodzwonić aż w końcu mu się udało
-Donnie!
-Halo, część Joey -usłyszałem w słuchawce Seev'a
- Chce porozmawiać z Donnie'm. Czy on żyje?!
-Jeszcze żyje - usłyszałem huk, czułem ukłucie w sercu. -  No tak. Już nie żyje. Dostał kulkę w łeb za wkurzanie mnie. Twoje dzieci będą następne - zaśmiał się
-Zabije cie, zabije twoich ludzi z takim samym okrucieństwem tak jak ty pozbyłeś się Wahlberg'a. Ty zostaniesz na końcu. Powiem tylko tyle. Będziesz cierpiał tak, że zaczniesz błagać o kulkę w łeb.
-Ale się boję... kończę . Może później ci jego ciało podrzucę - śmiał się. Rozłączyłem się. Cios w serce. Poszedłem przekazać wieści chłopakom. Zwołałem ich po raz kolejny w tym samym celu - musiałem im przekazać złe wieści na temat Wahlberg'a.
W salonie siedzieli już wszyscy. Miałem kolejna zła wieść, oni to czuli. Kira też tam była, Griffin tak samo.
-Po co nas tu zwołałeś znowu Joey? -zapytał Jordan
-Słuchajcie. No więc.... nie może mi to przejść przez gardło. - miałem w oczach łzy
- Ej. Co jest? - dopytywał Knight
- Właśnie stała się tragedia. Wahlberg... oni... go... zabili. 
- Co?! - krzyknęła Kira i wybiegła z salonu. Usłyszałem biegnięcie po schodach czyli pobiegła do pokoju
- Ale... jak? - spytał Danny
- No więc dzwoniłem do niego. Odebrał porywacz i powiedział że jeszcze żyje. Potem był huk i ... no i nie żył. 
-Uczcijmy go minutą ciszy - powiedzieli i wszyscy ściągnęliśmy czapki z głów. Każdy z nas miał łzy w oczach. 

Kira 

W uszach dźwięczały mi słowa ojca " Właśnie stała się tragedia. Wahlberg... oni... go... zabili. ". Jak byłam ubrana kolorowo tak od razu poszłam do garderoby bo czarne rzeczy. Teraz jestem w żałobie. Po mimo, że to nie była prawdziwa rodzina to jednak za taką go uważałam. Kochałam go jak prawdziwego wujka. I teraz nie żyje, jeszcze poświęcił się za moją prawdziwą rodzinę. Będzie dla mnie bohaterem na zawsze.
Poczułam wibrowanie w kieszeni, co oznaczało nową wiadomość

Nie stresujcie się. Nic się nie stało. 

To było wysłane z alarmowego numeru Wahlberg'a. Tylko ja go miałam. Nikt nawet nie wiedział o jego istnieniu. Uspokoiło mnie to, ale nie powiedziałam o tym reszcie - bo I tak by mi nie uwierzyli. Do moich drzwi ktoś zapukal. Był to Griffin. 
-Hej bracie. Jak się trzymasz?
-Jakoś muszę... A ty? -spytał
- Wiesz, ja też jakoś muszę.
Kiedy wyszedł ode mnie z pokoju poszedł do salonu, gdzie nadal siedzieli wszyscy. Tak mi się wydawało. Potem okazało się, że nie ma tu mojego ojca i Elyara. Mieli bardzo przygnębione miny... Myślałam nad namierzeniem miejsca pobytu Wahlberg'a, ale nie mam odpowiedniego programu. Zaraz... przecież ojciec mojej koleżanki pracuje w FBI. Pójdę do niej. Przecież oni na pewno mają programy do namierzania takich rzeczy. Napisałam do niej, czy mogłabym do niej przyjść, po otrzymaniu pozytywnej odpowiedzi poszłam do salonu
-Wychodzę ! - krzyknęłam
- Gdzie?!
- Do koleżanki - powiedziałam
- Może cię podwiozę? - spytał wujek Jordan
- Nie dziękuję. Muszę wrócić do kondycji więc pobiegnę - powiedziałam
- Mogę z tobą ? - spytał wujek Danny
- No okej, ale chyba idę się przebrać w lepsze ciuchy do biegania - poszłam do garderoby. Musiałam ułożyć sobie w myślach co można mu powiedzieć, co nie. Na pewno nie skąd mam ten numer. Do tego dochodzi okoliczność rozmowy z Wahlberg'iem na temat jego byłej. Nie wiem jak to się dzieje, że przez głupotę mogliśmy sobie uzbierać wrogów i w przeciągu zaledwie tygodnia stać się tyle rzeczy. Przecież dopiero wiodłam sobie spokojne życie córki i siostry. Niedawno leżałam nieprzytomna pod domem Knight'a. Teraz idę z Wood'em biegać. Muszę zadbać teraz o kondycję. W razie potrzeby niestety nie mam jej, ale jeżeli pogadam z wujkiem Danny'm to na pewno pomoże mi zyskać kondycję. Wystarczy trochę poświęcić czasu. Mężczyzna przyszedł do mnie.
- Gotowa? - spytał
- Tak, ale możemy najpierw porozmawiać? Jak coś to biegniemy to Fiony.
- Jasne. O co chodzi?
- Dziwię się, że nie padło pytanie dla czego tak nagle chcesz dbać o formę. Sprawa wygląda następująco. Chciałabym wujku,  żebyś pomógł mi w treningach. Chciałabym mieć dobrą formę, ale sama do tego nie dojdę... - powiedziałam
- Nie ma sprawy. - odpowiedział - zawsze możesz na mnie liczyć - uśmiechnął się
- Dziękuję.
-Spoko. Dobra to zaczynamy od dzisiaj, ale po wizycie u Fiony. Teraz truchcik do niej, okej?
- Jasne.
Pobiegliśmy truchtem do Fiony. Tam pożegnałam się z Wood'em i ustaliliśmy, że mam zadzwonić jak będę chciała wracać, a on po mnie przyjdzie. Jak to powiedział polecenie ojca. Weszłam do dziewczyny. Powiedziałam jej o co chodzi, ona nie zdziwiła się. Słyszała bowiem o mojej wizycie w szpitalu. Zaprowadziła mnie do ojca, a sama poszła do swojego pokoju. Mówiła mu wcześniej, że mam sprawę do niego. Uwzględniłam to w SMS'ie.
- Hej Kira, co cię do mnie sprowadza?
- Dzień dobry, panie Michael'u. Mam sprawę, chodzi o to, że porwano mojego "wujka" - zakreśliłam cudzysłów w powietrzu - Donnie'go Wahlberg'a. Oczywiście ufam panu i mam nadzieję, że ta rozmowa zostanie między nami.

-------------------------------------------------------------------------

Macie rozdział ☺
Chciałabym coś z wami ustalić. Teraz jeżeli nie będzie więcej niż 4 komentarze rozdział się nie pojawi. Mam pięciu obserwatorów + pojawiają się komentarze od anonimów. Na początku istnienia tego bloga pod postem było 7 komentarzy w ciągu jednego dnia. Teraz ciężko wam do 4 dobić w ciągu tygodnia. Mam nadzieję, że nie będzie dla was to wielkim trudem poświęcić 2 minut. Specjalnie usunęłam weryfikację, abyście mogli od razu dodać komentarz, wiem jak one denerwują.

Komentujesz = Motywujesz

No i dziękuję tym, którzy zawsze zostawiają komentarz ♥
2 rozdział na blogu, który współtworzę :D (link w zakładkach :))


piątek, 16 maja 2014

Rozdział 9

Joey

Wszedłem do domu. W salonie siedziała Kira wraz z Wahlberg'iem.
- Donnie, przyszedł byś do mnie do biura? Mamy do pogadania
-Chodź tu, pogadaj z nim tutaj. Podejrzewam, że wiem o co chodzi - powiedziała Kira
- Nie... - powiedziałem, a Kira spojrzała na mnie, od razu wiedziałem o co jej chodzi. Wziąłem krzesło i usiadłem naprzeciw tej 2.
- A więc przejdę do rzeczy, co masz wspólnego z Kaneswaran'em
- Przerwę mu, zanim odpowie ściągaj okulary - powiedziała
- Nie
- Jak ty ich nie ściągniesz to ja to zrobię za ciebie - powiedziała i ściągnęła moje okulary.
- Boże - zaniemówiła
- Co się stało? - spytał Wahlberg
- Chcecie wiedzieć? Serio chcecie wiedzieć? - spytałem
- Tak... - powiedzieli na raz. Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do Nick'a, czy dalej mają Kaneswaran'a i czy mogę przyjechać z nimi. Kiedy dostałem pozytywną odpowiedź wpakowałem ich do auta i pojechaliśmy na miejsce.
- No więc. Ta dam - pokazałem na Kaneswaran'a który miał limo pod okiem tak samo jak ja.
- Słuchaj, chciałbym z nim pogadać, ale sam - powiedział Donnie
- Carter ! - zawołałem
- Taaaak? - blondyn pojawił się obok nas
- Gdzie AJ? - spytałem
- Ma teraz przerwę a co?
- Zawołaj go, Donnie możesz z nim pogadać ale przy AJ'u, gdyż on jest zbyt niebezpieczny. Gdzie Griffin? - pytałem
- w domu z wujkiem Jordanem, Dannym i Jonathanem - powiedziała Kira.
Przytuliłem ją. W uszach nadal brzmiały mi słowa Seev'a odnośnie pilnowania córki i syna.

Donnie 

Coś mi tu nie gra. Czyżby McIntyre wstąpił do tego gangu? Nie rozumiem tego, ale pogadam sobie z Kaneswaran'em. Z chęcią mu przyłożę mu, wiem do czego on się potrafi posunąć, przecież się o tym przekonałem na własnej skórze.... Poszliśmy z tym ... jak mu tam.... z AJ'em  kawałek dalej. Tam stał jakiś gosciu. AJ powiedział coś do mężczyzny a ten poszedł. Wy wróciłem Kaneswaran'a na kolana. Po patrzyłem w oczy z pogardą. Uderzyłem go. Seev miał związane ręce, ale coś mi nie grało. AJ stał obok mnie, miał wysunięty pistolet. Zauważyłem że Kaneswaran miał coś w ręce, ale było już za późno. Rozciął więzły, zabrał pistolet AJ'a i uderzył go tak, że mężczyzna zemdlał. Przyłożył mi pistolet do skroni. Zabrał leżącemu AJ'owi kajdanki i założył mi je. Popchnął na przód, ciągle celując we mnie. Poszliśmy tam, gdzie stali McIntyre i reszta. Mężczyzna popchnął mnie tak, ze poleciałem na twarz przed Joey'a. Widzieli, że Kaneswaran celuje mi prosto w głowę. Wyciągnęli pistolety.
-Oj Kaneswaran. Przestań w niego celować. Nie masz z nami szans. Więc opuść broń z Donnie'go. 
- Dobrze, ale kolejnym celem będzie Kira - zaśmiał się. Widziałem przerażenie w oczach Joey'a. Szepnął coś na ucho do jakiegoś blondyna, a on zabrał Kirę. Podniosłem się. Podszedłem do Kaneswaran'a.
-Słuchaj. Jeżeli chcesz kogoś zabić to teraz zabij mnie, jezeli masz zamiar brać zakładnika też weź mnie. Nie będę narażał nikogo innego. 
-Wahlberg odpuść -zaczął Joey - Kaneswaran wypuść go. Masz możesz zrobić mi co chcesz. Opuścić broń -powiedział a oni go posluchali
-Kusząca propozycja McIntyre,  ale skorzystam z propozycji Donnie'go. Wóz, teraz! - powiedział, a raczej krzyknął. Miałem przy skroni broń, ale nie przeszkadzało mi to. Wiedziałem, że robię to w słusznej sprawie i jestem w stanie zapłacić najwyższą cenę...

Joey

-Wóz teraz !
- Masz. - dałem mu kluczyki od mojego samochodu. Wpakował Wahlberg'a do bagażnika. Odjechał z piskiem opon.
- Kurwa. Zaraz, gdzie AJ?! Elyar idź po niego, bo nie wiadomo co z nim. Oby nic mu nie zrobił - powiedziałem. Carter przyszedł wraz z Kirą.
- Gdzie jest Donnie? - spytała
- Nie wiem Kira. On... On poświęcił się dla nas. Możliwe że już nie żyje, możliwe że długo już nie pożyje. - schowałem twarz w dłonie. To było jak cios w serce. Wiedziałem, że teraz tylko porwie Kirę czy też Griffin'a. A skąd? Wyłowiliśmy jego telefon i Carter jako spec od wszystkiego zrobił swoje 'czary mary' i mogliśmy poczytać jego SMS'y i była tam wiadomość o treści
Już niedługo akcja porwać któreś z młodych McIntyre zacznie się. 
Była ona z czasu, kiedy porwaliśmy go. Oni myślą, że dziewczyna Kaneswaran'a zachciała wyjechać do Paryża i przez to go nie ma. Jak już mówiłem Nick to specjalista od wszystkiego. Biłem się z myślami. Czy Wahlberg żyje jeszcze? Czy może już nie żyje? Boże czemu to nie mogłem być ja. Mielibyśmy zdecydowanie mniej problemów. I jestem w pełni świadom, że nie uchronię jej przed porwaniem. Nie jestem w stanie. Jedyne co mogę to przygotować ją na najgorsze...



---------------------------------------------------------------------------

Ta dam :D
Jest new rozdział :)
Naszła mnie nowa wena... Jest mały problem - jest w niej więcej przemocy :o xD
Ale to już nie ważne.
Mam coś ważniejszego :D
No więc jeżeli ktoś czyta bloga Nathan Sykes Now is my moment  to widział moją rozmowę z nią :D
Uprzejmie informuję, że założyłyśmy razem bloga - >>LINK<<
Bohaterowie już są :) Zapraszam :*
Dziękuje za 1100 wyświetleń ;3
Komentujesz = motywujesz :)

sobota, 10 maja 2014

Rozdział 8

Kira

Przyszedł czas na rozmowę z Wahlberg'iem.
- No więc... nikogo w domu nie ma. Twój ojciec wybył na plan teledysku, a reszta jest na dworze z Griffin'em. Co ci się śniło? - spytał
- Jak już wiesz, nie był to miły sen - zaczęłam - śniło mi się, taka scena .
Był w nim Elyar, był Griffin, byłeś Ty. Zgasło światło, potem był krzyk i mężczyźni pakujący Griffina do auta. Potem ty biegnący w ich stronę..
Wymieniasz wymienia parę słów z nimi. Puszczają Griffina. Ale co dalej? Mężczyzna z lokami na głowie wbija ci strzykawkę w szyję. Wybiegam żeby złapać brata i pakuję go do domu. Chłopczyk ucieka do pokoju do kryjówki, ja barykaduje drzwi. Biegnę do mojej kryjówki. Nigdzie nie ma Elyara. Zapala się światło. Brunet o niebiesko-zielonych oczach związuje mnie. Później wchodzi też brunet, z brązowymi oczami. Oboje wynoszą mnie z domu. W aucie widzę ciebie. Siedzę naprzeciwko. Budzisz się.
- Kira - powiedziałeś
- Tak? - spytałam
- Przepraszam Cię. To nie tak miało być... - byłeś smutny. Bardzo smutny. 

- Jezus - powiedział, kiedy ja na chwilę umilkłam
- No... wtedy obudziłam się i poszłam do kuchni. Później przyszedłeś ty wujku. Opowiedziałeś mi wiesz co i ja poszłam spać dalej. I śniło mi się, że
Dalej jechaliśmy... Wtedy założono mi coś na głowę, wywleczono do jakiegoś pomieszczenia. Bałam się. I to cholernie. Kiedy już tam byliśmy ściągnięto mi to coś z głowy. Znowu siedziałeś na przeciw mnie. Ktoś zranił twój zakuty łeb. Wszedł jakiś mulat, oraz brunet z brązowymi paczadłami. Mulat powiedział coś na ucho brunetowi, a ten uderzył mnie w brzuch.
- Nie rób jej nic. Wypuść ją. Ona ci nic nie zrobiła Kaneswaran!
- Mam to w dupie Wahlberg. Zrobię z nią to co chcę, ty to mogłeś z Abby tak?! - dostałam z liścia
- Skoro chcesz się wyżyć to dawaj. Poślij mi tą kulkę w łeb! Boisz się?! A no tak... każdy coś musi za ciebie zrobić bo ty sam nie odważyłbyś się...
W tym momencie mulat wyciągnął pistolet i strzelił.Nie żyłeś...
Płakałam. Bardzo płakałam. Na moich oczach umarła bliska mi osoba.
- znowu zaczęłam płakać
- Cii , już spokojnie. To  był tylko sen - pocieszał mnie. Jako iż on siedział tyłem, a ja nie patrzyłam w stronę drzwi nie widziałam kto tam wszedł. 
- Co tu się dzieje? - wszedł wujek Jordan. Fuck. Przecież on mógł słyszeć wszystko.
- Co ? Nic... - powiedziałam
- Jak to nic? - zaczął - słyszałem całą rozmowę. Kto to Kaneswaran? I co miało znaczyć opowiedziałeś mi wiesz co? - pytał
- Kaneswaran to kolega, a opowiedział mi o czymś o czym nie koniecznie mam chęć mówić - powiedziałam. Przed Knight'em nie będę mówić nic. Choć pewnie on poleci do ojca, że mam jakiegoś "kolegę"
- Ale mi nie powiesz - spytał '
- NIE - odpowiedziałam
- Jeszcze się przekonamy. Ja się dowiem - uśmiechnął się i wyszedł
- Dziękuję ci - wyszeptał Wahlberg - słuchaj. Jak rozmawiamy we 2 to nie wal do mnie wujku, bo to już się robi nudne. Mów mi po imieniu. Jesteś już prawie dorosła. - uśmiechnął się
- Okej - powiedziałam
- Gdyby on się dowiedział, to Joey od razu by wiedział. Co wiesz czym by się skończyło - powiedział Donnie
- Taaak, niestety wiem. Ale to nie twoja wina. - pocieszyłam mężczyznę - więc ni przejmuj się tym. Griffin będzie zawsze z ochroniarzem, jeżeli nawet by mi się coś stało to mam prośbę w... Donnie - zaczęłam - nie obwiniaj się. - uśmiechnęłam się
- Łatwo ci mówić. - zaśmiał się. - to co. Oglądamy film? - spytał - dzisiaj czwartek, gdzieś leci Burn Notice, co ty na to?
- Ty wiesz jak ja na to, uwielbiam to - uśmiechnęłam się. Przełączyliśmy na wybrany kanał i zaczęliśmy oglądać.

Joey

Miałem jechać na plan. Ale najpierw postanowiłem porozmawiać z Elyar'em. Zaprosiłem go do swojego biura.
- O co chodzi szefie? - spytał
- Słuchaj. Będę z tobą w 100 procentach szczery. Wiem , że masz kontakty w gangsterskim świecie.
- Tak, mam.
- No więc... Znasz takiego gościa, jak Kaneswaran? - spytałem
- Tak.
- No więc... Wynająłem cię, gdyż ktoś śledzi moje dzieci. Okazuje się, że to jego sprawka. Moglibyśmy gdzieś pojechać? W razie co to dostałeś dzisiaj wolne - powiedziałem
- Dobrze szefie. - odpowiedział
Pojechaliśmy do siedziby Carter'a. Tam mężczyzna przekazał mu szczegóły planu. Niech Kaneswaran dowie się, że z nami się nie zadziera. No i okazało się, że Elyar wie, gdzie się zapisują wszystkie materiały z kamer, no i wiele innych. Zapowiadała się ciekawa akcja.

Siva

Wezwałem Nathan'a do siebie. Miał przyjść razem z Parker'em, gdyż to on najbardziej mu pomagał.
Usłyszałem pukanie.
- Wejść - powiedziałem. Przyszli.
- Dzień dobry szefie - powiedzieli
- Dzień dobry. Jak wam idzie zadanie? - spytałem
- Nie jest źle. Tak jak wcześniej mówiłem możemy przyspieszyć. - powiedział Nathan
- A co na temat Carter'a?
- Carter dzwoni pod nieznany nam numer. Kiedy my dzwonimy posiadacz tego telefonu już nie odbiera. Często też pojawiają się jego ludzie, śledząc Joseph'a McIntyre. - odpowiedział
- Jak to? Weźcie dodatkową osobę do śledzenia McIntyre. Musicie śledzić Kirę i Joey'a. Nie podoba mi się to. Gdyby okazało się, że Carter współpracuje z Joseph'em to będziemy mieli utrudnione zadanie co do porwania Kiry, no i śmierci  Griffin'a. Tak dobrze usłyszeliście. Zmiana planów. Młody umiera, Kira jest brana tylko jako zabawka, żeby dotrzeć do młodego. Zrozumiano?
- Tak jest - powiedzieli na raz
Udzieliłem im jeszcze paru informacji. Następnie poszli. Okazało się, że wszyscy muszą jechać na akcję. Więc zostałem sam. Zgasło światło. Do pomieszczenia w którym się znajdowałem weszło 2 mężczyzn. Zaciągnęli mnie do auta. Siedziałem pomiędzy tą 2, która mnie tu zaciągnęła z kajdankami na rękach. Na przeciwko mnie siedział związany mężczyzna. Miał na głowie worek. Blondyn, który prowadził miał maskę. Obok niego był brunet, który ściągnął worek gościowi z naprzeciwka. Okazał się być to nie kto inny jak Carter. Wyciągnął scyzoryk i rozwiązał sobie ręce. Nie zdziwiło mnie to zbytnio. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się.Mój telefon zaczął wibrować, przypomniałem sobie, że go mam. Zabrano mi go i wrzucono do stawu. Kurwa. Tam były wszystkie moje kontakty. Dobrze , że zapasowy został w schowku z domu. Wywlekli mnie do jakiejś rudery. Wtedy okazało się, że to ludzie Carter'a, oprócz 2 która dalej nie ściągnęła masek. Kto to by mógł być?
- No więc, Seev. Masz się odpierdolić od Joey'a i jego rodziny, jasne?! - powiedział Nick
- Nie, to nie jest jasne. Jeżeli go spotkasz to powiedz mu, że ma pilnować córeczki i synalka, bo długo się  już nimi nie nacieszy - zaśmiałem się
- Coś ty kurwa powiedział ?! - odezwał się zamaskowany brunet. Zgaduję, że to McIntyre. Przywalił mi w twarz - powtórz - warknął
- Pilnuj córeczki i synalka, bo długo się nimi nie nacieszysz - znowu się śmiałem. Myśleli , że mi coś zrobią? Zbyt duży błąd.
- Ej, uspokój się McIntyre - powiedział Carter - ten dupek tylko ją tknie, to od razu będzie miał do czynienia z nami. SPOKOJNIE - mówił
- Ja nie będę spokojny przez tego dupka i jego ludzi. Jak zamierzasz coś komuś zrobić to zapraszam - powiedział McIntyre - zdejmijcie mu kajdanki - warknął. Oni o dziwo go posłuchali, sekundę później stałem już na nogach.

Joey 

Wkurwił mnie, za bardzo. Teraz zobaczy co to znaczy wkurwić MNIE.
Podszedłem do niego. Uderzyłem go w brzuch. Mężczyzna nie zostawał w tyle, uderzył mnie w twarz. Wylądowałem na ziemi pod wpływem mocnego uderzenia. On już zadowolony z siebie stał. Wtedy podniosłem się i uderzyłem go w twarz. Następne w brzuch. Zwijał się z bólu
- Dobrze ci tak chuju - syknąłem
- Już miałem ci odpuścić, ale skoro jesteś takim głupkiem, to wiedz, że nie znasz dnia ani godziny, kiedy w twoim domu zrobi się zbyt niebezpiecznie. Masz ostatnią szansę, ale musisz zerwać kontakty z Wahlberg'iem - powiedział
- O co ci chodzi?
- Oj... Wujek Donnie nic ci nie powiedział? - zaśmiał się
- Wal się dupku - powiedziałem - weźcie coś z nim zróbcie, ja jadę do Wahlberg'a i reszty. Jakieś wyjaśnienia mi się należą.
- Czekaj, może załóż okulary przeciwsłoneczne?
- Czemu?
- Spójrz - przekrzywił lusterko. Miałem limo pod okiem. No super
- Okey, ja jadę .
Ruszyłem z piskiem opon pod dom. Czekała mnie rozmowa z Donnie'm. Po paru minutach byłem na miejscu.







-------------------------------------------------------------------------------------------------




Bang :)
Ostatnio za dużo złych dni... No ale nie ważne. Mała prośba. Anonimki podpisujcie się :)
Co wy na taki rozwój akcji? Musiałam trochę przyspieszyć ze wszystkim xd
Powoli zbliżamy się do 1000 wyświetleń :D
Jeżeli macie jakieś pytania to zapraszam - ask specjalny dla was :D

http://ask.fm/McIntyreee

Czytasz = komentujesz
4 komy lub więcej = rozdział

Here We Go Again ♥

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 7

Kira

Był w niej Elyar, był Griffin, był Wahlberg. Zgasło światło, potem był krzyk i mężczyźni pakujący Griffina do auta. Potem wujek Donnie biegnący w ich stronę..
Wahlberg wymienia parę słów z nimi. Puszczają Griffina. Ale co dalej? Mężczyzna z lokami na głowie wbija mu strzykawkę w szyję. Wybiegam żeby złapać brata i pakuję go do domu. Chłopczyk ucieka do pokoju do kryjówki, ja barykaduje drzwi. Biegnę do mojej kryjówki. Nigdzie nie ma Elyara. Zapala się światło. Brunet o niebiesko-zielonych oczach związuje mnie. Później wchodzi też brunet, z brązowymi oczami. Oboje wynoszą mnie z domu. W aucie widzę wuja Donnie'go. Siedzę naprzeciw niego. Mężczyzna budzi się.
- Kira - powiedział
- Tak? - spytałam 
- Przepraszam Cię. To nie tak miało być... - był smutny. Bardzo smutny. 
W tym momencie obudziłam się. Na zegarku widniała godzina pierwsza w nocy. Miałam wrażenie, że ktoś jest w pokoju. Chwyciłam telefon w rękę i poświeciłam nim po pokoju. Postanowiłam iść spać dalej. Nie było to proste, więc poszłam do kuchni. Zapaliłam światło. Kiedy zaczęłam grzać mleko na kakao do kuchni wszedł Wahlberg.
- Nie śpisz wujku? - spytałam
- Nie, ale ty nie powinnaś być w łóżku i odpoczywać? - odpowiedział
- Powinnam. Ale co mi z tego jak mam koszmary i nie chce mi się przez to spać?
- Oho... Coś cię dręczy? - spytał.
- Jakbyś nie wiedział. Czemu niby przez ciebie nas śledzą? - powiedziałam
- Słuchaj... Nie powinienem ci tego mówić, ale zrobię to. Mam dwa warunki
- Jakie?
- Jeden , nikomu nie powiesz o tym. Dwa powiesz mi co ci się śniło
- Zgoda
- No więc... Pamiętasz moją byłą, Abby?
- Taaak, a co? - spytałam
- No więc, okazało się że to była dziewczyna Kaneswaran'a. Ja się wywinąłem, a ją zabił... - posmutniał - no i obiecał mi, że pożałuje. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Abby była za mną w ciąży. Wracając obiecał mi, że jak nie ja to moi bliscy pożałują, a teraz to wy jesteście moimi bliskimi... No i z tego co wiem, to twój ojciec zaszedł za skórę obecnej dziewczynie Kaneswarana.
- Kto to Kaneswaran?
- Szef gangu Poszukiwanych. Nikt nic im nie udowodnił, nigdy. Oni są tak dobrzy w tym co robią...
Byłam zdziwiona i to bardzo. Wuja zrobił mi moje kakao, które zaczęłam. Byłam zbyt roztrzęsiona. Obiecałam mu,że opowiem mu wszystko następnego dnia. Wypiłam napój i poszłam spać dalej.
Dalej jechaliśmy... Wtedy założono mi coś na głowę, wywleczono do jakiegoś pomieszczenia. Bałam się. I to cholernie. Kiedy już tam byliśmy ściągnięto mi to coś z głowy. Wujek Donnie znowu siedział naprzeciw mnie. Ktoś zranił jego zakuty łeb, pomimo tego, że chciało mi się śmiać wiedziałam, że nawet za 1000000 dolarów się teraz nie uśmiechnę. Wszedł jakiś mulat, oraz brunet z brązowymi paczadłami. Mulat powiedział coś na ucho brunetowi, a ten uderzył mnie w brzuch.
- Nie rób jej nic. Wypuść ją. Ona ci nic nie zrobiła Kaneswaran!
- Mam to w dupie Wahlberg. Zrobię z nią to co chcę, ty to mogłeś z Abby tak?! - dostałam z liścia
- Skoro chcesz się wyżyć to dawaj. Poślij mi tą kulkę w łeb! Boisz się?! A no tak... każdy coś musi za ciebie zrobić bo ty sam nie odważyłbyś się... 
W tym momencie mulat wyciągnął pistolet i strzelił. Wahlberg nie żył...
Płakałam. Bardzo płakałam. Na moich oczach umarła bliska mi osoba.
Obudziłam się, ponownie. Nie wiem jak to jest, że każda minuta w śnie to kolejne pół godziny. Była 4. Nie było reali, żebym teraz zasnęła. Włączyłam telewizor, monitoring. Parę kamer nie działało. Wystraszyłam się. Przełączyłam na byle jaki kanał. Bardzo głośno było nastawione. Szybko ściszyłam to. Po paru sekundach usłyszałam kroki i zobaczyłam w drzwiach ojca. Przyszedł obok mnie. Spytał się co się stało, że nie śpię. Według obietnicy nie wygadałam nic o wujku. Opowiedziałam mu tylko o śnie. Pocieszał mnie dość długo. Płakałam. Ten sen mnie po prostu dobił. To był cios prosto w serce...

Nathan

Było późno, dzisiaj to ja miałem ich obserwować w nocy. Swoją drogą nieźle musieli sobie u niego nagrzebać, skoro niedługo mam ją porwać. Niedługo- to zależy z jakiej perspektywy się na to patrzy. Była 4 a dziewczyna nie spała. Patrzałem co się dzieje. Sprawdziła monitoring. Parę sekund później pojawił się McIntyre. Pocieszał ją. Ona płakała. Ciekaw byłem co się stało. Pobiegłem do auta po podsłuch i podłożyłem go. Zacząłem słuchać
- Ale co dokładnie się stało w tym śnie? - pytał McIntyte
- On na moich oczach... zabili wujka Donnie'go - żaliła się, znowu zaczęła płakać
- Ci... już... To tylko sen...
Wyłączyłem to. Nic więcej wiedzieć nie muszę. Zadzwoniłem do chłopaków, że plan może iść szybciej. Powiedzieli, że się zgadzają. Plan przyspieszył i to bardzo. Cieszyłem się, że doceniają moje rady. Byłem najmłodszy w grupie, co znaczyło, że zazwyczaj nie brali mnie pod uwagę przy podejmowaniu decyzji... Siedziałem tak do 8. Teraz przyjechał Max, żeby mnie zmienić. Ja pojechałem do domu przespać się. W głowie miałem obraz dziewczyny, której pisana jest śmierć. Nie wiem jak tego dokonam, ale będę musiał ją zabić....

Kira

Było południe. Nie wiem jakim cudem, ale zasnęłam. Czułam się jak mała dziewczynka, która boi się jakiegoś potwora. Choć... To była prawda. Bałam się jakiegoś potwora, który chce nam coś zrobić i teraz nas obserwuje. Poduszka była jeszcze wilgna od łez. Rozejrzałam się. Na fotelu w kącie pokoju siedział Wahlberg. Spał. Pewnie tak jak ja nie mógł spać. Z moich rozmyśleń wyrwało mnie szturchnięcie. Był to Griffin z miną, którą wiedział, że ubóstwiam

Chłopczyk przyniósł mi ciepłą herbatę. Podziękowałam mu i posadziłam obok siebie. Napiłam się ciepłego napoju. Parę minut później przyszedł ojciec. Wuja Donnie dalej spał. Dostałam śniadanie do łóżka... Pomimo ogromnych wygód nadal nie mam zamiaru spędzić tygodnia tak jak powiedział lekarz tylko jeszcze maks 2 dni, choć nikt o tym nie wie. Uzgodniłam z młodym, że na dobry początek dnia obejrzymy film bądź serial. Po wspólnych negocjacjach na ten temat zdecydowaliśmy obejrzeć serial Blue Bloods - to właśnie w nim grał wujek Donnie. Chłopiec od razu wybrał 2 odcinki. W jednym porywano serialową żonę Wahlberga, a w 2 tak właściwie to pamiętam tylko tyle. Przez 5 sekund był Wujek Jordan, który pojawił się w salonie akurat w tym samym czasie co w filmie. Kiedy skończył się odcinek poszłam do toalety. Za mną oczywiście milion strażników, "w razie czego"
- Kurde no ! Ja nie jestem niepełnosprawna, ani nie jestem w wiecznym zagrożeniu życia więc za mną nie chodzić! - wydarłam się
- Poprawka... Śledzący nas ludzie stanowią zagrożenie życia tak jak i to że przez tydzień masz być w łóżku z rozporządzenia lekarza - powiedział mój ojciec - więc przynajmniej 1 osoba będzie z tobą siedzieć, chodzić za tobą
- Boże... - powiedziałam pod nosem. Zaczęłam się odświeżać. Aż dwa dni w szpitalu i do tego jeden kolejny w domu w łóżku. To za dużo...
Usłyszałam Dirty Dancing, więc poszłam s powrotem do pokoju.
- Kto śmie oglądać Jeden i pół rycerza beze mnie?! - zaśmiałam się
- My - wszyscy się zaśmiali. S powrotem położyłam się do łóżka. Nie uśmiechało mi się to... Ja już się dobrze czułam. Przy okazji wzięłam leki, które nawet nie wiem kiedy mi wykupili. Mówili, że to żeby złagodzić ból no i żebym nie miała żadnej reakcji po "uśpieniu"... Wszyscy się mną opiekowali jak nigdy. Przyszedł wieczór. Ze mną został tylko Wahlberg. Przyszedł czas na dokończenie rozmowy....


-------------------------------------------------------------------------------------------

Komentarze były rozdział jest :)
Jak wam się podoba?
4 komentarze i będzie rozdział.
Co wy na to, żebym podawała przy numeracji rozdziału tytuł piosenki, przy której ją pisałam + na początku także razem z wykonawcą? :D
4 komy lub więcej i będzie rozdział :)

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 6

Kira

-Zaraz... Jak to przez ciebie? - spytałam. Nie wyrażałam żadnych emocji.
-Za dużo ci powiedziałem... - wstał i wyszedł
Ja nie mogę... Ale o co mu chodzi? Jak to jego wina?! Ta mina... Ten smutek w spojrzeniu mojego wuja. To nie on. Jakby mi Wahlberga podmienili. Bijąc się z myślami usnęłam. Śniła mi się dziwna scenka. Był w niej Elyar, był Griffin, był Wahlberg. Zgasło światło, potem był krzyk i mężczyźni pakujący Griffina do auta. Potem wujek Donnie biegnący w ich stronę...

Nathan

Pieprzony Carter. Nigdzie go nie było. Ale ja się nie poddałem. Z pistoletem w ręku czekałem na niego w jego biurze. Tak jak myślałem, po 5 minutach czekania pojawił się, o dziwo sam. Przyłożyłem mu broń do skroni.









- Sykes... Wiedziałem, że tutaj się znajdziesz - powiedział
- Tak tak... Sraty taty... Idziemy, już! - krzyknąłem - jeszcze to na ręce! - rzuciłem mu kajdanki
- Jasne... - odpowiedział i zrobił co mu kazałem... Nie stawiał oporu, znał mnie dość dobrze. Chciał, żebym przeszedł do nich, ale nie. Jestem dobry w tym co robię, i nie zmienię stron. Z Nick'iem miałem już do czynienia rok temu, kiedy zadarł z naszym gangiem. Skończyło się to dla niego stratą najlepszego człowieka, no i sam wylądował w szpitalu. Wpakowałem go do auta. Jay ruszył z piskiem opon, a ja dalej trzymałem mu pistolet przy skroni. Założyłem mu opaskę na oczy. Nie musiał wiedzieć gdzie jedzie, a ja nie miałem zamiaru, żeby ten głupek ze mną pogrywał. Po paru minutach byliśmy na miejscu. Zaprowadziłem go do biura szefa.
- No no... Brawo Sykes. Spisałeś się. Miałem rację, że jesteś najlepszy w naszym gangu.  - powiedział Siva
- Dziękuje szefie.
- Zostań oczywiście. - powiedział. Ja nic nie odpowiedziałem, tylko stałem nadal celując mu w głowę

Joey 

Pobiegłem do domu. Większość siedziała w kuchni, czyli Jordan, Jonathan i Danny. Kira spała. Nie widziałem tylko Wahlberga i Griffina, czyli pewnie byli gdzieś razem. Nie dałem poznać po sobie, co się stało jakieś 3 minuty temu, bo po co. Poszedłem do salonu, usiadłem w fotelu i patrzałem na młodą. Mimo wszystko potrafiłem rozróżnić, kiedy jej sen jest spokojny, kiedy nie. Teraz spała bardzo niespokojnie. Wierciła się. Ciekaw byłem, co jej się śni. Jako iż była 17 to poszedłem do biura. Od jutra, czyli od piątku nagrywam teledysk. Nie uśmiecha mi się to. Przeglądałem terminarz na najbliższy czas. Nie było tego dużo. Za to w sierpniu się zaczynało. Wydanie płyty co wiąże się z trasą. Na szczęście Kira niedługo kończy 18 lat więc nie będzie już szła do szkoły, a Griffin może mieć nauczycielkę z nami w trasie. Nie zostawię ich samych w domu. Kiedyś było prościej, bo zostawała z nimi matka. A teraz już tego nie ma... Przez dłuższy czas przeszukiwałem wszystko co możliwe. Chciałem znaleźć dla Griffina odpowiednią nauczycielkę. Chłopacy zostali na noc.



---------------------------------------------------------------------------------------------------

4 komentarze były rozdział jest :D
Jakoś mi się nie podoba ale okey....
Krótki jest, ale chciałam dzisiaj dodać, następny będzie dłuższy :)
A no i... zapraszam was na blogi moich 2 ulubionych blogerek (jest jeszcze parę, ale zapraszam was akurat na teee xd)
Na blogi Nathan Sykes ♥

wiem-ze-potrafisz-kochac.blogspot.com

http://now-is-my-moment.blogspot.com/

Na blogi CTS <3

http://nextstoryaboutthewanted.blogspot.com/

http://darknesstw.blogspot.com/

PS Chasing The Sun Ma dziś urodziny więc wszystkiego co najlepsze słońce <3 Urodzinowego follow od Max'a i wszystkiego co najlepsze + sukcesów na swoich blogach m.in. na tym którego współtworzymy
3 lub więcej kom = rozdział :)
Rozdział dedykuję Chasing The Sun i Nathan Sykes

piątek, 2 maja 2014

Rozdział 5

Joey

Cała noc w szpitalu. Kira spała dość długo. Lekarz powiedział, że moja córka będzie potrzebowała teraz bardzo dużo snu. No i zero wychodzenia przez tydzień z łóżka. Mamy teraz dwa tygodnie wolnego. Ucieszyłem się na tą wieść, że spędzę ten czas z Kirą i Griffem. Siedzieliśmy u Kiry całą ekipą - ja, Griff  no i całe NKOTB. Dziewczyna ucieszyła się na ich widok. Przyjemny czas przerwał SMS od menagera.

Hej Joey. Słuchaj z tego co wiem masz 2 tygodnie wolne. Więc już nie masz wolnego. Nagrywamy teledysk do Here We Go Again. 

- Popierdoliło Cię czy co? - powiedziałem na głos. Wszyscy spojrzeli na mnie
- Co jest? - spytał Wahlberg
- Menager wymyślił mi z okazji wolnego nagrywanie do teledysku do Here We Go Again - odpowiedziałem
- Idź - powiedziała Kira - przecież Elyar przyjdzie. - skończyła
- Nie. Nie zostawię cię teraz, kiedy się to wszystko stało samej w domu. - odpowiedziałem
- Nie musisz jej zostawiać sam... Przecież jest tu 4/5 New Kids'ów które jest skłonne do pomocy co nie? - odezwał się Danny
- Dokładnie - potwierdziła reszta
- Nagrasz to i będziesz mieć z głowy. Przecież od razu jej nie zabijemy. - zaśmiał się Jordan
- Ale... - zaczął Griffin
- Co Griff? - spytałem
- Ja nje zostaję z wujem Jone'em sam - powiedział
- Dlaczego ? - spytałem
- Bo on mnie zawsze na barana bierze. A ja juz za duzzy na takie coś - powiedział
Wszyscy na niego spojrzeliśmy
- Już nie będę - powiedział przez śmiech Jonathan.
Reszta dnia minęła zabawnie. Siedzieliśmy z Kirą i ją rozśmieszaliśmy. Kolejny dzień w szpitalu już był do przeżycia dla niej. O 12 mieliśmy po nią przyjechać, gdyż wyniki były bardzo dobre. Dziewczyna cieszyła się z powrotu do domu. Przed jej przyjazdem uszykowaliśmy jej w salonie posłanie. No i jej ulubioną piżamę oraz szlafrok. Stwierdziliśmy, że będzie ta, idealnie dla niej - ma tam laptopa, telewizor, książki, IPoda no i blisko do łazienki oraz kuchni. Dla mnie najlepsze było to, że miałem do niej blisko, gdyż moja sypialnia znajduje się na dole. Oczywiście nie obyło się bez szumu. Ja i Jordan wyszliśmy po Kirę z auta, a Donnie zastał w środku, nie chciał wychodzić z auta. Wróciliśmy z Kirą do auta. Ja i Donnie siedzieliśmy z przodu, z tyły był Jordan, Kira. Jonathan i Danny siedzieli z Griffem w domu. Wahlberg rzucił mi na kolana gazetę z nagłówkiem "Córka Joey'a McIntyre w szpitalu! Do jakich czynów posunął się muzyk? Jak mówią fakty Joey ostatnio chodzi podenerwowany co odbija się na jego... córce! Mężczyzna pobił córkę, efekty widać na zdjęciach niżej..."
- Co to ma do cholery być?! - powiedziałem
- O co chodzi ? - spytał Jordan.
Podałem mu gazetę - przeczytaj na głos - powiedziałem. Mężczyzna przeczytał na głos cały artykuł. Byłem wściekły. Jako iż byliśmy pod domem poprosiłem chłopaków, żeby zostali w domu z Kirą. Ja już miałem iść biegać, ale zatrzymał mnie Danny
- A na mnie to nie poczekasz? - spytał. No tak... zawsze kiedy ja jestem zestresowany on biega za mną. Zaczęliśmy nasz maraton. Ja dalej biegłem, a Danny stwierdził, że on biegnie do domu. Źle się poczuł. Przebiegliśmy już spory kawałek. Odpuściłem mu i sam biegłem dalej...

Siva

-Jak to oni jej coś zrobili?! - krzyczałem.
-No niestety. Ja ją śledziłem. Weszła w uliczkę, a potem wybiegła z niej i za nią byli ci z gangu BackStreetów. - odpowiedział Parker
- Macie tu przywieść Nicka Cartera! A i jeszcze jedno Parker. Czemu nie pomogłeś jej?! Wiem, że na celu mamy dokuczyć temu debilowi, Joey'owi, ale wiesz dobrze, że młodej nie ma spaść z głowy! - krzyczałem na niego. On tylko przeprosił i pojechali po Cartera. Byłem ciekaw ile im zajmie ta akcja. Przez jakiś czas był spokój z nimi. BackStreet to gang, który zawsze nas wkurza. Otrzymałem telefon od Sykes'a, że nie ma ich w bazie a nikt nie wie gdzie jest Carter. Powiedziałem, że mają dalej szukać.

Joey 

Biegłem dalej. Chciałem pobiec do domu na skróty. Skręciłem w pewną uliczkę. Zupełnie zapomniałem, że to ta uliczka, w której pobito Kirę. Jakiś blondyn zagrodził mi drogę.
- Uważaj na dzieci następnym razem - powiedział
- To ty ! Ty poje..
- Zamknij mordę - przerwał mi - Teraz słuchaj uważnie. Oberwała od naszych chłopaków, tylko przez to że to ty zadarłeś z gangiem Poszukiwanych. Czaisz? - spytał
- Nie czaję
- Zadarłeś z pewnym gangiem. Prawdopodobnie to sprawa z dziewczyną przywódcy, inaczej już byś wąchał kwiatki od spodu. Oni śledzą was 24 godziny na dobę. Jeżeli zdarzy się coś twoim dzieciom, tobie bądź komukolwiek to dzwoń z tego telefonu. Masz tu tylko 1 numer - podał mi czarnego IPhone - my należymy do tych dobrych, nie zależnie co o nas byś słyszał. - powiedział - Jeszcze jedno. Spytaj się swojego kolegi co miał wspólnego z tym gangiem - skończył i wsiadł do auta które stało 2 metry dalej. Potem odjechał z piskiem opon. Zdziwiło mnie to. Miałem nadzieję, że w połowie to prawda co powiedział, a reszta to kompletna bzdura.

Kira

Ojca długo nie było. Na prawdę musiało go to zdenerwować. Ale oczywiście kto by w gazecie prawdę napisał. Wujek Danny już wrócił, a jego jak nie ma tak nie ma. Jeszcze bardziej dobijająca rzecz - tydzień w łóżku. Przecież nic mi nie jest! To tylko parę siniaków. Podniosłam się powoli i poszłam do kuchni. Tam siedzieli wszyscy, a mi kazali się zdrzemnąć.
- Kira! Oszalałaś?! Miałaś leżeć! - odezwał się wujek Jordan
- Przecież nic mi nie jest. To tylko parę siniaków, nic więcej! - powiedziałam
- Już mi do łóżka - wujek Donnie przerzucił mnie przez ramię i położył do łóżka. Widziałam, że coś go gryzie.
- Hej! Czekaj wujek - zaśmiałam się
- O co chodzi? - spytał i usiadł na skrawku łóżka
- To  raczej ja powinnam się ciebie o to spytać wujku... Od kiedy odkryliśmy, że nas śledzą to TY zachowujesz się dziwnie... O co chodzi?
- O nic... - powiedział.
- Mi możesz powiedzieć. Nikomu nie powiem
- Nie rozumiesz... To przeze mnie was śledzą... - odpowiedział

-------------------------------------------------------------------------------------------------


Były komy jest i rozdział. Ale zastanawia mnie jedno... Czy ktoś to wgl czyta?
Same komentarze genialne etc. Nikt nie nawiązuje do treści rozdziału, nic. Ktoś z was czyta wgl moje notatki pod rozdziałem? Posty będą pojawiać się raz na tydzień, chyba że sama będę chciała dodać to wtedy dodam xd :) No i będę dodawać po zdjęciu do rozdziału.
Więc proszę was o jedno. Kiedy piszecie komentarze nawiązujcie choć jednym zdaniem do rozdziału. Chciałabym wiedzieć, że na prawdę to czytacie ;)
4 lub więcej komów = rozdział

Here We Go Again ♥