poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Rozdział 4

Kira

Siedziałam w domu. Było popołudnie. Od jakiegoś czasu czułam, że obserwacja powiększyła się. Miałam też zwiększoną ostrożność. Elyar nie odstępował mnie na krok. Dzisiaj miałam ochotę iść do przyjaciółki. Jako iż ojciec był w domu El miał wolne. Pozwolił mi na wyjście, więc poszłam się jakoś normalniej ubrać i wyszłam z domu. Miałam to debilne uczucie obserwatora, ale kiedy się odwracałam nikogo już nie było. Była 18 i zaczynało się ściemniać. Oczywiście moja głupota kazała mi iść na skróty. Cofnęłam się dosłownie 5 kroków i weszłam w ciemną uliczkę. To był błąd. Zza śmietnika wyskoczyli dwaj mężczyźni. Zaczęłam uciekać. Ale z moimi częstymi bólami serca nie wyszło mi to. Złapali mnie i związali ręce oraz nogi.
- Fuck. Pewnie porwanie. To po to te obserwacje - Pomyślałam .
Oberwałam parę razy w twarz, brzuch. Od ciągnięcia po ziemi miałam sine ręce i nogi. Ale oni teraz zaczęli mnie ciągnąć w znajomą okolicę. Zaraz. Ujrzałam dom wuja Jordan'a. Wtedy zobaczyłam igłę, poczułam ukłucie i zaczęłam odpływać...

Jordan

Wychodziłem z domu. Joey zaprosił mnie do siebie. Powiedział, że wolna chata bo dzieci u znajomych. Odpowiedziałem czemu nie. Po drodze miałem wziąć Donnie'go bo każdy głupi wie, że on pije a ja nie. Zaśmiałem się. Wyszedłem z domu. Przeraziłem się. Zobaczyłem Kirę, leżała na ziemi. Wykręciłem numer pogotowia. Przyjechali po nią, ale ja nie mogłem jechać. Podjechałem po Donnie'go i Joey'a. Nic nie powiedziałem, oprócz tego, że musimy jechać gdzieś. Oni na luzie, a ja spięty. Kiedy zajechaliśmy pod szpital Joey spytał
-Powinienem coś wiedzieć?
Jedyne co zrobiłem to kiwnąłem głową na tak. Mężczyzny mina nie była zadowolona. Wbiegłem do szpitala i spytałem, gdzie ją położyli. Im nie śpieszyło się z wejściem, więc kiedy weszli zaciągnąłem ich pod salę 205, w której miała być dziewczyna. No i była. Spojrzałem na Joey'a. Mężczyzna miał łzy w oczach. Nie dziwię mu się. Jego córka leży posiniaczona w śpiączce. Lepiej być nie mogło. Powiedziałem Donnie'mu , żeby gdzieś go zabrał. Odszukałem lekarza. Opowiedział mi o stanie Kiry. Okazało się, że to tylko tak źle wygląda z zewnątrz. Dziewczyna miała tylko parę siniaków. A była w śpiączce z powodu podania jej czegoś tam. Za jakieś 5-10 minut się obudzi. Ma być 2 dni w szpitalu, a później ma jechać do domu no i oczywiście odpoczywać. Z tymi wieściami poszedłem do Joseph'a. 

Joey

Chciałem cofnąć tą jebaną decyzję. Mogłem nie pozwalać jej nigdzie iść.  Donnie poszedł ze mną po kawę, a Jordan poszedł do lekarza aby dowiedzieć się, co z nią. Wkurwiony siedziałem i czekałem. Ale znowu za każdym razem przez myśl przechodziło mi Remember that we are only humans, everybody makes mistakes - Słowa KiryAle dlaczego jej to zrobili? Dlaczego przywlekli ja pod jego dom?  Nie wiem. Donnie cały czas mnie uspokajał, choć wydawał się być bardziej przejęty niż ja. 
- Wahlberg - podniosłem głos - uspokój się.
- Nie - odpowiedział 
- Gdyż? - spytałem 
- A wiesz co się stało? - odpowiedział pytaniem na pytanie 
- Nie wie... 
- On nie, ja mniej więcej wiem. Możecie być spokojni - Jordan mi przerwał - To co jest z Kirą to tylko źle wygląda na zewnątrz. Ma trochę siniaków nic więcej. A śpi, gdyż podali jej jakieś coś - uśmiechnął się lekko
- A powiedział coś jeszcze?!- spytałem. Szczerze to trochę mi ulżyło. 
- Tak. Za jakieś 5-10 minut ma się obudzić. 2 dni na obserwacji i potem opieka domowa. - odpowiedział
- Idę do niej. Przepraszam was, ale z dzisiejszego wieczoru nic nie będzie... Mam nadzieję że nie obrazicie się... - poszedłem. 
- E! McIntyre! - wrzasnął Wahlberg
- Te! po nazwisku to po pysku Wahlberg. Co?
- A może na nas i naszą odpowiedź poczekasz? - spytał
- Dobra... - cofnąłem się
- No więc... Po 1 mamy być na ciebie źli? Za co głupku? - zaczęło się. Jak powiedział na mnie głupku znaczy że będzie coś dłuższego - Po 2 nawet jeśli bylibyśmy źli, a nie jesteśmy 
- Podkreślam NIE JESTEŚMY - wtrącił Jordan
- To Kira jest teraz najważniejsza i nie tylko ona potrzebuje tu opieki. Przyda się trzecia opiekunka
- Ale o co ci chodzi?- spytałem - Jak to "trzecia opiekunka"?
- A myślałeś że cię tu zostawimy? Bez opiekunki? - spytał Jordan - Jonathan może? - spytałem Donnie'go
- Okey. On pilnuje Grifiina ze mną a ty Joey'a. W razie co dzwoń do Danny'ego.
- Lajtowo
- A ja tu nic do powiedzenia nie mam?! - spytałem. Nie koniecznie chciałem zostawiać Griffa pod opieką Wahlberg'a 
- NIE - powiedzieli razem. Donnie pojechał po Jonathan'a i Griffina. Powiedziałem mu, że ma powiedzieć młodemu wszystko.  Prędzej czy później się dowie. Wraz z Jordan'em poszliśmy do Kiry. Parę minut później już się obudziła. Nie męczyliśmy jej za bardzo. Opowiedziała nam, co się stało i był spokój. Resztę dnia przesiedziałem w szpitalu. Jordan kazał mi jechać do domu spać. Ale ja odmówiłem. Siedziałem na kawach u Kiry. Wiedziałem jak nienawidzi szpitali. Pocieszałem ją, że to tylko 2 dni.


----------------------------------------------------------------------------------------------------


Łapcie rozdział :*
Dziękuje za 7 komentarzy :D 
Wróciłam z wycieczki i siedzę w domu pisząc fragmenty xd 
Oczywiście musiałam przyspieszyć trochę wydarzenia w opowiadaniu i dodać coś z akcją :D 
No i... Pojawiły się postacie Wahlberg'a i Knight'a w zakładce 'Bohaterowie' :3
Jonathan'a raczej dodawała nie będę, choć pewnie trochę też się pojawi tak samo jak Danny ;D CHYBA, że chcecie to dodam :)
Tak wgl to jakie macie wrażenie po przeczytaniu tych 4 rozdziałów? 
Bo chciałabym poznać wasze zdanie.
A wracając... Przede wszystkim czy podoba się wam muzyka którą dodałam? :D
Jak coś byście bardzo chcieli żebym coś dodała to piszcie. Ta piosenka która się nie podoba komuś też piszcie jak nie spodoba się paru to usunę ;))
4 komy lub więcej =  rozdział

PS Nowa Nazwa na Bloggerze, ale ta sama osoba :D
Here We Go Again ♥


czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 3

Kira

Wujkowie siedzieli wczoraj dość długo. Z tego zamieszania nie spytałam się o nic ojca. Ubrałam się w czarne spodnie dresowe i białą bokserkę. Poszłam do kuchni po szklankę soku pomarańczowego. Na stole leżał list, szklanka i karton soku pomarańczowego. Uśmiechnęłam się do siebie. No tak... Ciekawe czemu ojca nie ma.

Kira,
Jestem u menagera. Tak wiem, dopiero wczoraj byłem, ale menager chciał przełożyć to na dzisiaj, gdyż wczoraj śpieszyło się MU do domu. Płytę z nagraniem masz u mnie w biurze na biurku. Piosenka znajdzie się na płycie. Co do dnia dzisiejszego... Już o 5 rano monitoring montowali, jeżeli chcesz go zobaczyć to albo u mnie w biurze, albo jak włączysz telewizje to kanał 0 to monitoring. I jeszcze jedno. Dzisiaj przyjdzie do was nowy ochroniarz, nazywa się Elyar Fox. Jeżeli gdzieś wychodzicie to on ma iść za wami. Wiem, mi też to się nie uśmiecha, ale wolę żeby WAM nic się nie stało... Już przez moją własną głupotę zginęła WASZA matka. 
Twój ojciec, Joey

Nie wiem dlaczego on się za to obwinia. To nie jego wina. To nie jego wina, że tamten dom ktoś podpalił, zaraz po tym, jak on zaczął nową pracę. Zastanawiam się tylko, czy to ma z czymś związek. Matka wróciła po telefon ojca i swój - ona sama mu to zaproponowała, a później BUUUUM i dupa. I matki nie ma.Nie mogę znowu płakać. Ona chciałaby , żebyśmy byli silni. Zrobię to dla niej i nie będę płakać... Dzisiaj minął dokładnie rok od tego wydarzenia. Postanowiłam, że jak ten Elyar czy jak mu tam przyjdzie to z Griffem pójdziemy na grób matki. Usłyszałam małe kroczki. Griffin podbiegł i kopnął mnie w kostkę, osz ty mały. Ja ci dam. Chwyciłam go i poczochrałam
- Tak siostrę w kostkę od rana?
-Tiak! - zaśmiałam się. Niby ma siedem lat a nadal czasami się jak dziecko zachowuje, a czasami jak dorosły.
- Griff idziemy dzisiaj do mamy? - spytałam
- A musimy? Ja nie chce - powiedział
- No dobrze.... Skoro nie chcesz to ci odpuszczę. A dzisiaj przyjdzie do nas ktoś - uśmiechnęłam się
- Kto?-spytał
- Dowiesz się jak przyjdzie. Pędź się ubrać a ja ci śniadanie zrobię.
Maluch pobiegł na górę, a ja zabrałam się za robienie mu śniadania. Zrobiłam mu coś takiego i do tego szklanka soku pomarańczowego.
Pomimo jego malutkich rozmiarów je więcej niż ja. Zbiegł ubrany i zabrał się za śniadanie. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam i zobaczyłam jakiegoś blondyna. Nie powiem, że nie był przystojny. Otworzyłam mu drzwi.
-Dzień Dobry. Kira Katherine McIntyre?
- Tak. A ty to?
- Elyar Fox. Wasz nowy ochroniarz. Z tego co wiem to powinien być tu jeszcze Griffin Thomas McIntyre?
- Tak, jest w kuchni i je śniadanie. - wskazałam na pomieszczenie. Blondyn udał się do wskazanego pomieszczenia. Mam nadzieję, że jest dobry. Poszłam na górę zostawiając ich. Chciałam przesłuchać nagrania. Włożyłam płytę do wierzy i nic. Więc poszłam po laptopa. Czyli video... Ciekawie. Zaczęłam oglądać i myślałam, że zaraz mnie będą do psychiatryka wysyłać. Wahlberg i jego miny... Po prostu nie mogłam ze śmiechu. Potem zobaczyłam, że na płycie jest coś jeszcze. było to:


















Griffin siedział z Elyarem na dole. Zeszłam do nich nucąc sobie coś pod nosem. Resztę dnia przesiedziałam na dworze. Lipcowe wieczory były idealne do czytania książki. Oczywiście ja nie lubię byle jakich książek... Więc czytałam Carte Blanche. Była to moja ulubiona książka, którą mogłam czytać godzinami...
W międzyczasie wrócił ojciec. 

--------------------------------------------------------------------


Krótki bardzo.
Chciałam coś jeszcze dodać, bo wyjeżdżam i kolejnego możecie spodziewać się dopiero w dniach poniedziałek do środa :) 
Dziękuje za 7 komentarzy w tym 6 od anonima xd :)
No i niedługo pojawią się w zakładce bohaterowie zdjęcia Jordana i Donniego :) Gdyż wena się zmieniła i będą bardzo częstymi gośćmi, wiele pomogą ale i namieszają ;)

2 lub więcej komentarzy = rozdział - ta zasada będzie zawsze :)

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 2

**W tym samym czasie**

Tom

- Kurwa mać - upadłem. Bolało niemiłosiernie - Sykes rusz tu dupę
- Czego? - spytał - A może byś tak wstał i przestał łapać się za krocze?
- Bierz aparat i spierniczaj. Oberwałem od tego młodego z krążka więc lepiej jak mnie ogarną , niż ciebie. Pamiętaj, że ja tu jestem tylko jako pomoc. Siva tobie dał to zadanie.. Resztę powiem Ci później. JEDŹ - powiedziałem. Chłopak wsiadł na motor i odjechał. Ja ruszałem się przez pewien czas, kiedy ból ustał a ich widać jeszcze nie było wsiadłem na motor i pojechałem do miejsca, które ustaliliśmy jako miejsce spotkań po każdej akcji. Zawsze jeden z nas dostawał zadanie, ale wykonywało je paru, więc takie miejsce się przydało, a w razie śledzenia nie nakryją szefa. Nie przez przypadek jesteśmy tymi, którym nie można niczego udowodnić, a tym bardziej złapać.


Kira

Podeszłam bliżej, ale coś się ruszyło. Nie spodobała mi się wizja narażać tyłek bez niczego do obrony, bo jak wydarzy się najgorsze, to Griff zostanie sam, dopóki ojciec nie wróci - a nie chcę, aby patrzał na coś takiego. Pobiegłam do garażu. ' Kurde, szybciej! '- Popędzałam sama siebie, w szukaniu kija bejsbolowego. Bez kija nie podejdę. Wtedy usłyszałam jak Giff krzyczał 'Jeden pojechał!'. Zaraz. Jeden pojechał? To tam ich było więcej? Możliwe. Nie mam perfekcyjnego wzroku, ale nie jest źle, bo mam nosić okulary tylko do czytania. Za to młody ma wzrok jak orzeł.
- Griffin tam ich jest więcej czy jak? - krzyknęłam i powoli szłam w stronę. Chłopczyk podbiegł do mnie i mnie przytulił. Musiał się bać. Nie lubiłam tego... W krzakach poruszyło się coś. Zauważyłam pistolet. Super!
- Patrz. Było tam dwóch faciów, jeden oczywiście dośtał i go boli, kolejny pojechał chwilkę po tym jak poszłaś po kij. Czemu oni tam stali?
- Nie wiem Griffin, ja nie wiem...- spojrzałam na chłopca. Oj nie. Co to to nie. Poszłam z maluchem na rękach do domu. Sprawdziłam, czy wszystkie okna są zamknięte, co tyczyło się również drzwi.
Chwyciłam za telefon i miałam w dupie, czy ojciec jest w środku spotkania z menagerem, czy nie może teraz gadać, bo bla bla bla. Powiedziałam Grffinowi, że ma iść po swoje kije do bejsbola.
-Halo? - usłyszałam w słuchawce
- Możesz gadać tato, nie? - spytałam
- Tak wiesz... ale mów o co chodzi. Właśnie słuchają piosenki.
- Ktoś w krzakach robił nam zdjęcia z ukrycia. A dokładniej to ktosie.  Ale to nie byli zwykli reporterzy. - miałam bardzo zdenerwowany głos
- Jak to?! Griffin jest cały? Ale jesteś pewna, że to nie reporterzy? - słychać było w ich głosie
- Tak, zaraz mu bajkę włączę. Gdyby nie on nie zauważyłabym ich. No wiesz tato... Później zauważyłam, że jeden z nich miał broń. - powiedziałam
- Siedźcie w domu. Zaraz przyjadę
- Spokojnie. Za ile macie skończyć spotkanie?
- Za godzinę-odpowiedział
- To skończ zebranie, jak chcesz młodemu poprawić humor to przyjedź w wujkiem Donnie'm i Jordan'em. Wiesz jak ich lubi. - tak... dziwnie. Jego koledzy, a młodzi mówią im 'wujku'. No cóż... Jordan i Donnie często odwiedzali nas, jak byliśmy mali. A jako iż byliśmy mali, a dokładniej ja byłam mała to na wszystkich wuja mówiłam. I tak się przyjęło, że zostali wujkowie.
- Jesteś pewna?
- Taaak! Nie denerwuj mnie bardziej niż jestem. Mamy swoje skrytki w domu i nic nam się nie stanie. WSZYSTKO JEST ZAMKNIĘTE I NIC NIE WEJDZIE ANI NIE WYJDZIE. 
- Dobrze, ale na wszelki wypadek może wam tam kogoś dorosłego wyślę?
- Nie. Idź już do nich tam tato! Pamiętasz co mi obiecałeś?
- Tak. Pa słońce. Uważajcie
- Pa - rozłączyłam się. Griffin zleciał z kijami. Włączyliśmy telewizor i siedzieliśmy z kijami w rękach. Chłopczykowi chyba podobało się siedzenie z kijami i czekanie na ojca.

Joey

-Kurwa mać ! - krzyknąłem
-Bu! Co się stało? - nie zauważyłem jak Jordan tu podszedł
- Bardzo śmieszne ej... Nawet nie wiesz co się stało, chce wracać, ale Kira mnie zabije - wzdychnąłem
- Co się stało?- spytał
Opowiedziałem mu o co chodzi, przy okazji zjawiła się reszta, każdy musiał wiedzieć o co chodzi. Stwierdzili szybką decyzję - mam jechać do Kiry, a wszystko co było do ustalenia zostaje odłożone na inny termin. Omówiliśmy tylko na szybko kwestie piosenki i nagraliśmy ją. Jako iż wiedzieli, że Kira ma nosa i spyta się dlaczego tak szybko to oficjalnym powodem jest prośba menagera, który śpieszy się do rodziny. Powiedziałem chłopakom, że mają wbić, bo Griffin będzie się cieszył. Jak usłyszeli słowo Griffin od razu poszli do aut i wszyscy pojechaliśmy pod mój dom. Na szczęście nie było otwartych drzwi, czy coś. Ale przywitanie to miłe nie było. Griffina nigdzie nie było, a za drzwiami stała Kira z kijem bejsbolowym i pistoletem na kulki małego. Wszyscy chcieliśmy ją wyśmiać, ale nie zrobiliśmy tego. Jak młoda powiedziała, że Griffin jest w swoim pokoju w garderobie to "wujek Donnie" poleciał do góry jak dziecko i zaczęła się ich głupawka. My w 3 wyruszyliśmy do mojego biura i córka opowiedziała nam o wszystkim. Byłem przerażony. Przecież on spokojnie mógł wyciągnąć pistolet i ich obu zastrzelić. Kiedy Jordan i Donnie poszli do domu ja zacząłem załatwiać. Zaczęło się od monitoringu. Oczywiście zaraz po tym zacząłem szukać odpowiedniej ochrony. Wtedy spodobał mi się jeden. Nazywał się Elyar Fox. Zadzwoniłem do niego. Od jutra ma chronić Kirę i Griffa. Super. W życiu nie pomyślałbym, że moje życie może tak się zacząć walić...



-------------------------------------------------------------------------------------------------


Komentarze były, a więc rozdział jest :D
Mam nadzieję, że będzie się podobał.
Dziękuje wam, za aż 5 komentarzy ♥
Jesteście kochani ♥
Do nn ♥
2 komy lub więcej i będzie rozdział ;3






wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 1

Kira 

Jest sobota. Super. Uwielbiam ten dzień, gdyż z tatą zawsze zasiadamy razem w naszym mini studiu i tworzymy. Poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie śniadanie, z którym poszłam do salonu. Griffin oglądał bajki. Usiadłam na kanapie przyglądając się malcowi i zajadając się kanapką. Chłopak jadł kanapkę, przy okazji oglądając bajki. Kiedy skończyłam jeść śniadanie poszłam do biura ojca. Tam go nie było. Czyli kierunek mini studio. Idąc wywaliłabym się prosto na drzwi. Taka ciota.. Weszłam do naszego mini studia. McIntyre już siedział przy pianinie i pisał.
- Cześć - uśmiechnęłam się 
- Siema - odpowiedział
- Kończymy to co zaczęliśmy? - spytałam. Usiadłam obok pianina
- Możemy. 
- To.... Na czym jest skończona? - byłam ciekawa, gdyż on coś dopisywał - Zanuć 
- Wystarczy ci ostatnia zwrotka? Tylko ją dopisałem
- Oksy
- Gone on like a house on fire,
When all the other things burned out.
We’re always taking one step higher
When everybody else went down.
They said we didn’t have a chance
They said we’ll never make it, now.
Never know what the future holds
All we get is right now -
 przerwał 
- No no no.... Fajne. A ten... To idzie na 10?
- Jak chłopakom się spodoba, to tak. 
- Okey, co dalej? 
- Jakiś refren? 
- Przydałby się. 
- A ta piosenka ma jakiś tytuł?
- No wiesz... To ma być kontynuacja Survive You 
- Ale musi mieć jakiś tytuł - zrobiłam niezadowoloną minę - Może Let's Go Out With a Bang? i wtedy refren by mógł iść tak, Let’s go out with a bang, let’s go out with a bang,So there’s nothing left behind,
We only have tonight. Let’s go out with a bang, let’s go out with a bang. 

- Tak. To mi się podoba. Chłopakom też się spodoba - puścił oczko. Siedzieliśmy przy piosence przez jakiś czas. Ale udało nam się ją skończyć. Osobiście byłam zadowolona. Dużo w niej wymyśliłam. Teraz tylko niech ją zaśpiewają. Powiedziałam tacie, że mają mi ją nagrać w ich wykonaniu, gdyż jak to ja mam w zwyczaju, muszę wszystko wiedzieć. Resztę dnia przesiedziałam z Griffinem. Chłopiec był grzeczny. Młody chciał, żebym wyszła z nim na trampolinę. Więc wyszliśmy. Miałam to dziwne uczucie. To, które towarzyszyło mi od jakiegoś czasu. Rozglądałam się, wiedziałam, że ktoś nas obserwuje. Wtedy chłopczyk wskazał na mężczyznę, który czaił się w krzakach.
- Kira , patrz tam. Jakiś facio stoi i się na nas gapi, gapia jeden - zaczął się buntować. - Ja mu dam ! 
- Co mu dasz Grif?
- Tio ! - poszedł do garażu, wyciągnął swój kij hokejowy i krążek. - A mas! - młody uderzył w krążek i gościu oberwał prosto w czułe miejsce
- Ałł. Griffin nie musiałeś tego robić - uśmiechnęłam się - ale dzięki.
Podeszłam, żeby bliżej przyjrzeć się mężczyźnie.



------------------------------------------------------------------------------------------------------

Macie 1 rozdział :). Reszta będzie trochę dłuższa ;D
Piszcie w komach co sądzicie, klikajcie reakcje :)
Mam nadzieję, że wam się spodoba :P
2 komentarze = kolejny rozdział :)